Wyznania pewnej stulatki
Najpierw ucieszyłam się. Cisza. Nikt mnie nie depcze. Nie trzaskają drzwi, nie szurają odsuwane krzesła, nie stukają nierówne ławki. Spokój. Korytarze bez tłoku w czasie przerw, klasy bez jęku na widok zadań w teście. Słyszałam, jak moje drewniane schody rozprostowują swoje starte butami kolejnych roczników słoje. Ustało ich skrzypienie. Odpoczynek. Na drzwiach wejściowych pojawiła się kartka głosząca, że tak będzie przez dwa tygodnie. Ucieszyłam się – tak jak większość tych, którzy zdumieni kończącym się już w środę tygodniem (a właściwie powinnam powiedzieć: półtygodniem) nauki pospiesznie opuszczali moje przeszło stuletnie mury.
***
Czas szybko mija, a ja po tygodniu zaczynam się czuć nieswojo. Tak jakoś za cicho we mnie, nie ma radosnych powitań i muzyki z radiowęzła. Wszystkie moje przytulne kąty – a wiadomo, że każdy z nich ma swoich stałych bywalców – świecą pustkami. Smutnieję. Chyba zaczynam tęsknić. No ale przecież dwa tygodnie to nie wieczność!
***
Nie wierzę! Na moich wejściowych drzwiach nadal wisi kartka. Inna! Data na niej też jest inna. Wszystko to oznacza, że moja samotność tak szybko się nie skończy. A tyle miało się w kwietniu i maju dziać. I nic z tego. Chyba będę miała doła (jak Wy pod koniec trymestru, rozumiecie…).
***
Wieczorową porą patrzę na jezioro (jeszcze je co nieco za bujną zielenią widać) i myślę za Słowackim: Smutno mi, Boże! Dla mnie na zachodzie/Rozlałeś tęczę blasków promienistą;/Przede mną gasisz w lazurowej wodzie/Gwiazdę ognistą…/Choć mi tak niebo Ty złocisz i morze,/Smutno mi, Boże! Ile razy ja się tego tekstu w sigmie i omedze nasłuchałam. I czy mogłam przypuszczać, że kiedyś z niego skorzystam? Co prawda kwarantanna to nie emigracja, a jezioro nie morze, ale tęsknota za swoimi – ta sama. Ech…
***
Dość tego! Kiedy wiosenne słońce po raz kolejny połaskotało mnie w moje wymyte okna, pomyślałam (tym razem za Asnykiem): Daremne żale, próżny trud i postanowiłam się za siebie wziąć. Bo niby co mi przyjdzie z samego tęsknienia i narzekania? Nic. Postanowiłam się przygotować na Wasz powrót i jeszcze bardziej się Wam spodobać .(Co w tym dziwnego? Przecież jestem rodzaju żeńskiego, czyż nie?) Dlatego zrobiłam sobie mały make up, tu i ówdzie zmieniłam dizajn. Nie zdradzę Wam wszystkiego, nie byłoby niespodzianki. Jednak nie wytrzymałabym bez uchylenia rąbka tajemnicy. Poznajecie te miejsca? Domyślacie się, w których moich kątach tak teraz wyglądam? A to jeszcze nie wszystko! Czekam na Was i pięknieję dla Was! A Wy, moi Uczniowie, tęsknicie choć trochę?
Do zobaczenia!
Wasza Szkoła


Dodaj komentarz
- to dla Ciebie staramy się być najlepsi, a Twoje zdanie bardzo nam w tym pomoże!